sobota, 26 listopada 2011

Czy poraziłbyś mnie prądem? Eksperyment Milgrama.

Stanley Milgram
Eksperyment przeprowadzony przez Stanleya Milgrama w 1961 roku badał posłuszeństwo jednostki wobec autorytetu. Jak widać znowu poruszam doświadczenie, które ma znaczenie w psychologii społecznej, jednak warto przyjrzeć się jego genezie.

Milgram zastanawiał się, jak ludzie nie mający problemów natury psychicznej mogli zabijać innych, tylko dlatego, że ktoś im kazał. Nawiązywał szczególnie do okrutnych wydarzeń II wojny światowej, a przede wszystkim do postaci Eichmanna i innych hitlerowców, którzy ślepo wykonywali rozkazy śmierci.
Pierwszym przypuszczeniem Milgrama było to, że Niemcy muszą mieć jakiś defekt w swej naturze, dlatego ślepo podporządkowują się autorytetom. Dlatego pierwotnie pierwszy eksperyment miał być przeprowadzony w USA; kolejny natomiast na grupie ochotników w Niemczech.

Doświadczeniu poddanych była grupa 40 mężczyzn w wieku od 20 do 50 lat, wykonujących różne zawody. Nabór do eksperymentu odbył się za pomocą umieszczenia w prasie ogłoszenia oraz przez wysłąnie listów do niektórych z osób. Poszukiwano chętnych, którzy mogliby wziąć udział w odpłatnych badaniach nad zapamiętywaniem i uczeniem się. Zaoferowano 4,5 $ za udział w eksperymencie, czyli za samo przyjście do laboratorium. W doświadczeniu udział brało jeszcze dwóch mężczyzn: 47-letni mężczyzna, współpracownik badaczy, podający się za osobę badaną oraz aktor, odgrywający rolę eksperymentatora.
Nietrudno się domyślić, że badanym nie można było zdradzić prawdziwego celu eksperymentu. Po przybyciu do laboratorium, prawdziwemu badanemu tłumaczono, że doświadczenie polega na sprawdzeniu wpływu kary na szybkość uczenia się. W laboratorium obecny był również pomocnik badaczy; on wraz z prawdziwym badanym ciągnęli losy, by ustalić, kto będzie uczniem i nauczycielem. Naturalnie uczniem, w każdej sytuacji była osoba podstawiona.

Kolejnym etapem było zabranie ucznia do sąsiedniego pokoju, gdzie przywiązywany był do krzesła na oczach nauczyciela. Uczeń mógł jedynie dosięgnąć ręką do przycisków oznaczonych literami a, b, c, d, by móc udzielać odpowiedzi. Ponadto przyczepiono mu elektrody i został on podłączony do generatora wstrząsów. Generator ten znajdował się w pokoju nauczyciela i on nim "władał". Milgram sam zaprojektował tę maszynę; było to duże urządzenie z 30 dźwigniami z oznaczeniami napięcia, od 15V do 450V (zwiększając się co 15V). Przełączniki podzielono na grupy z napisami: słaby, średni, niebezpieczny wstrząs.

Badanym wyjaśniono, że uczeń ma zapamiętywać pary słów (ich lista była długa,). Gdy zadanie nie zostanie wykonane, nauczyciel miał aplikować uczniowi wstrząs elektryczny; za każdy kolejny błąd miał być on mocniejszy. Nikt nie zorientował się, że w rzeczywistości żadnych wstrząsów nie było.
Nauczyciel jedynie słyszał reakcje ucznia. W rzeczywistości były one nagrane i przedstawiane badanym w takiej samej kolejności. Uczeń uprzedzał on m.in. o swoich problemach z sercem, a przy napięciu 300V milkł zupełnie, co nauczyciel miał odbierać jako brak odpowiedzi.

Współczesna wersja badania.

Wyniki eksperymentu, wbrew przypuszczeniom naukowców były WSTRZĄSAJĄCE.

26 mężczyzn zdecydowało się przeprowadzić eksperyment do końca co stanowi 65% wszystkich badanych! U wielu z nich występowały objawy skrajnego stresu, zachowywali się niespokojnie, martwili się o swego ucznia.
Istniała obawa, że eksperyment odbije się na zdrowiu psychicznym badanych. Aby tego uniknąć, wyjaśniono  im prawdziwy cel eksperymentu, przeprowadzano rozmowy o ich uczuciach i myślach, doprowadzano do "pojednania" ucznia z nauczycielem.

Milgram starał się wyjaśnić przyczyny zachowania badanych. Po pierwsze eksperyment przeprowadzony był przez Uniwersytet Yale, więc analizowani mieli wrażenie, że są w dobrych rękach. Po drugie cele doświadczenia wydawały się ważne, więc próbę należało doprowadzić do końca. Kolejnym powodem była świadomość badanego, że w końcu on też mógł wyciągnąć ten "niefortunny" los i to on mógłby być rażony prądem. Analizowani zdawali sobie też sprawę z tego, że uczeń też ma zobowiązania wobec doświadczenia. Poza tym za udział w eksperymencie wypłacono pieniądze, więc badani czuli się w obowiązku doprowadzić go do końca. Nie znali się też na prawach jakie posiada psycholog, więc oddawali się całkowicie w jego ręce. Wreszcie najważniejszy powód zachowania badanych - powiedziano im, że nie istnieje zagrożenie życia ucznia.
Milgram powtarzał swój eksperyment wielokrotnie, m. in. ze studentami czy kobietami; za każdym razem wyniki były podobne.

Milgram odkrył też, że fizyczny kontakt między uczniem a nauczycielem ma znaczenie. Gdy uczeń był poza zasięgiem wzroku, a ponadto nauczyciel go nie słyszał, do końca skali dotarło aż 93% badanych. Natomiast kiedy obaj znajdowali się w jednym pokoju, posłusznych do końca było 30% analizowanych. Należy także dodać, że im bliżej znajdował się eksperymentator, tym wzrastał jego autorytet i posłusznych było więcej osób (gdy wydawał on polecenia telefonicznie, posłusznych było 21% badanych). W końcu gdy badanym pozwalano karać ucznia wstrząsem o dowolnej sile, nikt nie przekroczył 45V.

Jak zapewne się domyślacie, Milgram w celu przeprowadzenia swoich badań nigdy nie wyjechał do Niemiec.

Źródło: Roger R. Hock, "40 prac badawczych, które zmieniły oblicze psychologii", Gdańsk 2003.

czwartek, 24 listopada 2011

Stanfordzki eksperyment więzienny.

Philip Zimbardo.
Prowadząc bloga o tematyce (z założenia) kryminalnej, nie sposób nie przedstawić Wam eksperymentu więziennego. I choć miał on pokazać znaczenie wpływu sytuacji społecznej na zachowanie jednostki (czyli odnosi się bezpośrednio do psychologii społecznej, a nie sądowej), myślę, że muszę o nim wspomnieć.

Eksperyment przeprowadzony został w 1971 roku, przez  grupę psychologów z Uniwersytetu Stanford pod przewodnictwem Philipa Zimbardo. Do badania wybranych zostało 24 z 70 chętnych studentów. Selekcja jakiej zostali poddani, polegała przede wszystkim na zbadaniu ich kondycji psychofizycznej oraz sprawdzeniu kryminalnej przeszłości. Badanych podzielono losowo na dwie grupy: strażników oraz więźniów, a eksperyment odbywał się w piwnicach uniwersytetu.
Piwnice zostały w tym celu dokładnie przygotowane, w czym pomagali byli więźniowie i pracownicy więzienia.



9 strażników otrzymało specjalne stroje, pałki policyjne oraz ciemne okulary. Pracowali oni trójkami na 8-godzinnych zmianach.
Więźniów również było 9, po 3 w każdej z celi. Pozostali uczestnicy mieli zostać wezwani w razie potrzeby.
Pierwszego dnia eksperymentu, przez policje zostali zatrzymani studenci wylosowani do roli więźniów. Przedstawiono im zarzuty, pobrano odciski palców i odeskortowano do uniwersyteckiej piwnicy. Na miejscu skazańcy zostali ubrani w jednolite koszule z numerem identyfikacyjnym, do stóp umocowano im łańcuchy; "czapkę" stanowiła pończocha. Taki strój miał maksymalnie upokorzyć i ujednolicić więźniów.
Do strażników więźniowie zwracać się mogli jedynie ustaloną formułą, a do siebie tylko za pomocą numerów. Nietrudno domyślić się, że skazańcy szybko wszczęli bunt.

Już drugiego dnia, więźniowie zdjęli swe czapki, zerwali numery i drwili ze strażników. Ci natomiast potraktowali skazańców dwutlenkiem węgla z gaśnicy, następnie ich rozebrali, a łóżka z cel wynieśli na korytarz; niektórych z więźniów zamknęli w izolatkach, innym odebrali posiłki i poduszki. To wydarzenie zjednoczyło strażników, którzy stali się bardziej bezwzględni (zwłaszcza nocą, gdy myśleli, że nie są obserwowani przez kamerę). Natomiast solidarność skazańców, po zastosowanych wobec nich "nierównych" represjach, uległa skruszeniu. Ponadto osadzeni umocnili się w przekonaniu, że są oni w prawdziwym więzieniu za sprawą "więźnia nr 8612". Po 36 godzinach eksperymentu zaczął on wykazywać dziwne objawy. Krzyczał, przeklinał, był agresywny, wybuchał płaczem. Został wypuszczony, gdy wykrzyczał do pozostałych, że eksperyment nigdy się nie zakończy i nikt nie wyjdzie na wolność.
Po tym wydarzeniu urządzono odwiedziny dla rodziny i przyjaciół. I choć wiele osób zwróciło uwagę na zły stan swych bliskich, pod wpływem autorytetu jakim był Zimbardo, nie podejmowali oni żadnych działań.
Prawdopodobnie więźniowi planowali również ucieczkę, w której pomóc miał zwolniony wcześniej "więzień nr 8612". Zimbardo wraz ze strażnikami włożyli wiele wysiłku, aby udaremnić starania skazańców. Psycholog prosił nawet policje, by przeniosła osadzonych do prawdziwych cel. Na szczęście bez efektu.
Strażnicy ukarali więźniów, każąc im czyścić toalety gołymi rękoma, robić pompki itp.
Do odwiedzin zaproszono też księdza, byłego kapelana więziennego, który rozmawiał niemal ze wszystkimi skazańcami. Połowa z nich przedstawiła się swoim numerem identyfikacyjnym. W tym czasie pogorszył się stan kolejnego z więźniów, nr 819, który prosił o wizytę lekarza.
Skazańcy chcieli też, by ich wypuszczono, godząc się na nieotrzymanie za eksperyment wcześniej obiecanych pieniędzy (15$ za dobę).
W końcu eksperyment przerwano. Nastąpiło to już po 6 dniach (doświadczenie trwać miało 14) z dwóch powodów: dopuszczania się coraz bardziej gorszących praktyk przez strażników (m.in. zmuszanie więźniów do odgrywania aktów homoseksualnych) oraz z inicjatywy Christiany Maslach, późniejszej żony Zimbardo, która pierwsza zauważyła zgubny wpływ eksperymentu na psychikę badanych.
Po przeanalizowaniu doświadczenia, zauważono podział strażników na trzy grupy:
- surowych, choć sprawiedliwych,
- dobrodusznych, udzielających więźniom "drobnych przysług",
- czerpiących satysfakcję ze znęcania się nad skazańcami.
Analiza zachowania więźniów:
- początkowo większość buntowała się i biła ze strażnikami,
- 4 osadzonych załamało się emocjonalnie,
- u jednego wystąpiła wysypka psychosomatyczna,
- część stała się "dobrymi więźniami".

Oto słowa "więźnia nr 416" (dwa miesiące po zakończeniu eksperymentu):
"Zacząłem mieć poczucie, że tracę tożsamość. Tożsamość osoby, którą nazywałem "Clay", osoby, która kazała mi iść do tego miejsca, osoby, która dała się w tym więzieniu zamknąć – bo to było dla mnie więzienie, i nadal jest. Nie uważam, że to eksperyment ani symulacja, bo to po prostu więzienie prowadzone przez psychologów zamiast przez państwo. Zacząłem mieć poczucie, że osoba, którą byłem i która kazała mi iść do więzienia, była mi obca – obca tak bardzo, że w końcu stałem się 416. Naprawdę byłem swoim numerem"



Wnioski, jakie wysnuł Zimbardo dotyczyły przede wszystkim zachowania zdrowego psychicznie człowieka, który znalazł się w specyficznych warunkach. Odgrywa on swoją rolę przez działający na niego wpływ otoczenia. Eksperyment nie wpłyną w żaden sposób na życie badanych (obserwowano ich przez następne kilka lat), m. in. dzięki terapiom, jakie przeprowadzono z nimi po wyjściu z "więzienia".

Mam nadzieję, że wielu z Was dotrwało do końca mojej wypowiedzi ;) Wszystkim, a zwłaszcza mniej wytrwałym polecam ekranizację wyżej opisanego eksperymentu Zimbardo.
Zwiastun filmu "Eksperyment" (wersja niemiecka).

Źródło: Eysenck H.M. "Podpatrywanie umysłu", Gdańsk 2003.

wtorek, 15 listopada 2011

Dzień dobry!

Mam na imię Aleksandra. Jestem studentką neurobiopsychologii na Uniwersytecie Gdańskim. Jak widać po nazwie kierunku, który wybrałam, interesuję się zarówno biologią jak i psychologią. Szczególnie jednak ciekawi mnie psychologia sądowa i właśnie temu poświęcony będzie mój blog. Zamierzam publikować tu znalezione przeze mnie artykuły, filmy, prezentacje poświęcone tej dziedzinie psychologii. Z pewnością wyrażę również swoją opinię na ich temat, a także czekam na Wasze komentarze. Chcę w ten sposób pogłębić swoją wiedzę, a być może poszerzyć także obszar swoich zainteresowań.

Serdecznie pozdrawiam ;)